dr Franciszek Cikowski (1893-1963)

dr Franciszek Cikowski (1893-1963)

dr Franciszek Cikowski

Pracownik BGK w latach 1924-1949, kolejno w krakowskim oddziale BGK, od 1933 r. w centrali banku w departamencie/wydziale kredytów budowlanych, prezes zarządu Zrzeszenia Pracowników BGK, związku zawodowego działającego w banku od 1928 r. 8 grudnia 1938 r. na dziedzińcu Belwederu składał marszałkowi E, Rydz-Śmigłemu meldunek o zakupie przez pracowników banków państwowych dla armii samolotu bombowego „Łoś”. 

Podczas okupacji współpracownik Kierownictwa Walki Cywilnej ps. „Jastrzębiec”, autor maszynopisu z 1960 r. „Moje wspomnienia z okresu 1939-1949”, dotyczącego historii centrali BGK z tego okresu.

Z wyjątkiem dwóch fotografii z archiwum BGK z 1937 r. i z NAC z 1938 r. pozostałe pochodzą z rodzinnego archiwum dr F. Cikowskiego. Część z nich pochodzi z okresu okupacji i być może zrobione zostały w lokalu okupacyjnej Spółdzielni Pracy „Spólnota” w należącej do Funduszu Emerytalnego Pracowników BGK kamienicy przy ul. Brackiej 18 w Warszawie, której dr. Cikowski był jednym z założycieli. Inne zdjęcia mogły być zrobione w lokalu Zrzeszenia Pracowników BGK przy ul. Wiejskiej 19.

Zgromadzenie Delegatów Zrzeszenia Pracowników BGK. W pierwszym rzędzie w środku siedzi dr F. Cikowski; Sala Malinowa na II p. gmachu centrali BGK; 1937 r., arch. BGK
Dr F. Cikowski na dziedzińcu Belwederu składa marszałkowi E. Rydz-Śmigłemu meldunek o zakupie dla armii ze składek pracowników banków państwowych nowoczesnego bombowca „Łoś” krajowej produkcji, 8 grudnia 1938 r. fot. NAC
Prezes BGK w latach 1946-1948 prof. E. Lipiński (siedzi 7 od lewej) z pracownikami centrali BGK. Obok niego (6 odlewej) dr F. Cikowski. arch. BGK

Fragmenty wspomnień dr F. Cikowskiego

Wrzesień-grudzień 1939

Już 3 września 1939 r. władze Banku Gospodarstwa Krajowego wyznaczyły osoby, które miały wyjechać do Równego w  związku z ewakuacją centralnych instytucji państwowych. Szybko przystąpiono do pakowania wszelkich dokumentów bankowych oraz gotówki i depozytów. Dnia 5 września nastąpił wyjazd. Wielu pracowników zabrało ze sobą żony i dzieci, co było ich utrapieniem podczas tej koszmarnej podróży, gdyż przed wyjazdem władze banku poleciły wypłacić zaledwie dwumiesięczne pobory, a przecież naprawdę jechało się w nieznane. (…) Na Dworcu Wschodnim czekaliśmy w pociągu do rana, gdyż sporo czasu minęło zanim służba kolejowa zdołała załadować wszystkie dokumenty bankowe. Nad ranem nadleciały niemieckie samoloty, które bombardowały dworzec i ostrzeliwały ludność cywilną z broni pokładowej przez 20 minut. Jakkolwiek nie było wśród nas żadnych ofiar w ludziach, to jednak nastrój był smutny, gdyż nie widzieliśmy skutecznej działalności naszej obrony przeciwlotniczej. (…) Podobne bombardowanie dworców kolejowych miało miejsce w Siedlcach i Kiercach. Podczas bombardowania ludzie opuszczali pociąg i kładli się na ziemię w odległości kilkudziesięciu metrów od pociągu. (…) Po kilkudniowej podróży przyjechaliśmy do Glińska koło Równego. Tu rozlokowano część osób w domach prywatnych, a resztę skierowano do budynku bankowego, położonego na terenie majątku nabytego przez bank  licytacji. Wyżywienie każdy z nas organizował sobie indywidualnie. Ludność miejscowa dawała nam proste wiejskie pokarmy po przystępnej cenie. Zastanawialiśmy się nad tym, na jak długo nam starcza posiadane pieniądze i co będzie dalej. Dalszych poborów władze banku już nie wypłaciły, mimo mojej interwencji, kiedy w charakterze prezesa Zrzeszenia Pracowników B.G.K. przeprowadziłem w dość ostrej formie rozmowę w tej sprawie z ówczesnym naczelnym dyrektorem L. Baryszem. (…) Przed wejściem wojsk rosyjskich w granice Polski władze rządowe, oraz władze centralnych instytucji państwowych, były zmuszone przekroczyć granicę rumuńską. Pozostaliśmy sami zdani na łaskę losu. Po kilku wspólnych naradach postanowiliśmy z początkiem października wracać do Warszawy. (…) Jedni wyjechali w kierunku na Białystok, drudzy zaś na Lwów. W różnych odstępach czasu prawie wszystkim z nas udało się szczęśliwie powrócić do Warszawy. (…) We Lwowie zgłosiliśmy się do tamtejszego Oddziału B.G.K., aby zasięgnąć informacji, czy jest jakakolwiek możliwość wyjazdu do Warszawy. Gdy jednak kilkutygodniowe czekanie nie dawało żadnej nadziei na możliwość legalnego przedostania się do Warszawy, postanowiliśmy nielegalnie przekraczać granicę wytyczoną przez wojska rosyjskie i niemieckie. Namówiłem Inż. Mieczysława Łokcikowskiego, rzeczoznawcę B.G.K., do przejścia przez „zieloną  granicę” w okolicy Lubyczy. W dniu 2 listopada 1939 r. wyjechaliśmy do Rawy Ruskiej, gdzie mieliśmy otrzymać adres przewodnika od poleconej nam osoby. (…) Szliśmy całą noc i dopiero nad ranem przybyliśmy do Tomaszowa Lubelskiego. (…) Byliśmy bardzo zmęczeni, lecz mimo to, po krótkim posiłku, wyruszyliśmy w stronę dworca kolejowego, aby najbliższym pociągiem móc dostać się do Lublina. Pociągi kursowały nieregularnie. W Lublinie musieliśmy nocować w piwnicy gmachu B.G.K. Żona woźnego przygotowała nam kolację z naszych skromnych zapasów żywnościowych. Następnego dnia wsiedliśmy do pociągu i po godzinie policyjnej przyjechaliśmy do Warszawy. Byliśmy więc zmuszeni zanocować w piwnicy zbombardowanego domu, stojącego w pobliżu dworca kolejowego. Nazajutrz po nieprzespanej nocy, wyruszyliśmy piechotą w kierunku swoich domostw, gdyż nie było w tym czasie w Warszawie żadnej komunikacji miejskiej.” (…)

W tym czasie okupacyjne władze niemieckie przystąpiły do organizowania różnych instytucji administracji publicznej. Miedzy innymi powołano do życia również Bank Gospodarstwa Krajowego. Część przyjętych pracowników do banku rozpoczęła swoją pracę od odgruzowywania częściowo zbombardowanego budynku (26 września 1939 r.) oraz zbierania i segregowania porozrzucanych po podwórzu dokumentów księgowych i innych. Równocześnie zaczął swoja działalność Zarząd Główny Zrzeszenia Pracowników B.G.K. (związek zawodowy działający w BGK w okresie międzywojennym, którego prezesem był dr F. Cikowski – przyp. MW) na podstawie czasowego zezwolenia władz niemieckich, trwającego zaledwie kilka miesięcy. Jako ówczesnemu prezesowi zrzeszenia przypadło mi w udziale zająć się, wraz z innymi kolegami, zorganizowaniem stałej pomocy dla sierot i półsierot po zmarłych i zaginionych pracownikach B.G.K., oraz dla pracowników nieprzyjętych do pracy w banku. Po kilku informacyjnych zebraniach organizowanych przez kolegów: Adama Nebeskiego, Franciszka Dzięgałę, Henryka Pilcha, Dr. Tadeusza Dalbora i innych, założona została – przy znacznej pomocy finansowej Zrzeszenia – Spółdzielnia Pracy „Spólnota” w Warszawie. Władze Zrzeszenia przeznaczyły wszystkie swoje fundusze na pokrycie kapitału udziałowego członków. Zatrudnionych zostało w początkowym okresie istnienia tej placówki pracy około 100 osób. (…) Spółdzielnia ta była przystanią dla wysiedlonych pracowników Oddziałów B.G.K., mających siedziby na terenach ziem zachodnich i wschodnich. „Spólnota” zatrudniała również osoby z innych pokrewnych instytucji (b. Ministerstwo Skarbu i b. Bank Polski – przyp. MW). Zorganizowano ulgową aprowizację i „Fundusz Tanich Obiadów” dla pracowników B.G.K. Wydawano lewe legitymacje zatrudnienia niepracującym kolegom. (…) Z inicjatywy Wojciecha Lewandowskiego prowadzony był w grudniu 1939 r. – w Wydziale Kredytów Budowlanych B.G.K. – rozdział tajnego pisma codziennego o nazwie „Agencja Radiowa”, która zamieniono później na „AR”. Nakład tego pisma, finansowanego początkowo przez S. i W. Lewandowskich, wynosił w roku 1944 około 6000 egzemplarzy. Rozdziału AR-u, a nieco później i Biuletynu Informacyjnego oraz Rzeczypospolitej, dokonywały pełne poświęcenia kobiety: Halina Sejda i Zofia Mamaładze, żona polskiego oficera, oraz dwóch pracowników B.G.K. (…)

1940-1944

Na terenie B.G.K. nie było żadnych aresztowań w związku z rozdziałem prasy podziemnej oraz przechowywaniem znacznej gotówki A.K. i jej wydawaniem pomimo, że codziennie do Wydziału Kredytów Budowlanych, który mieścił się na II p., przychodzili łącznicy, którzy wynosili gotówkę, oraz łączniczki, które wynosiły dość spore paczki z tajną prasą. Były aresztowania w kilku indywidualnych przypadkach na terenie banku /śp. Adam Nebeski, śp. Marian Rutkowski i śp. Halina Kunowska/, lecz w związku z pracą podziemną, prowadzoną poza bankiem. (…) Ta solidna i solidarna postawa patriotyczna zespołu pracowników B.G.K., a szczególności pracowników Wydziału Kredytów Budowlanych, niechaj będzie przykładem dla następnych pokoleń. Prawie wszyscy pracownicy banku wraz z polską dyrekcją czytali codziennie Biuletyn Informacyjny. Dyrekcja polska zbierała się codziennie w gabinecie jednego z dyrektorów w celu zaznajomienia się z bieżącymi wiadomościami prasy podziemnej. Inni pracownicy banku zabierali tajną prasę do domu, inni zaś więcej odważni, czytali ją w biurze, pozorując przeglądanie akt klientów. (…)

Z pracowników innych Wydziałów B.G.K., którzy byli zatrudnieni w pracy podziemnej, należy wymienić: Adama Nebelskiego, Mariana Rutkowskiego oraz Halinę Kunowską, którzy, jak już wyżej wspomniałem, zginęli śmiercią męczeńską w niemieckich lochach więziennych. Pierwszy z nich był kierownikiem Wydziału Gospodarczego, drugi zaś kierownikiem Wydziału Personalnego. Ponadto Dr. Stefan Buczkowski, kierownik Wydziału Ekonomicznego, /obecnie profesor Uniwersytetu im. Curie Skłodowskiej w Lublinie/, organizował tajne odczyty na tematy bieżącej sytuacji, oraz współpracował z Delegaturą Rządu w zakresie zagadnień ekonomicznych. Jego zastępca – pracownik Wydziału Ekonomicznego – Mieczysław Smerek, zbierał całą prasę podziemną w celach archiwalnych. Zbiór ten ocalał i został po wojnie przekazany przez właściciela obecnym władzom administracyjnym. Poza wymienionymi zajęci byli na różnych odcinkach pracy podziemnej poza bankiem: Eugeniusz Gniewski, który współpracował z Delegaturą Rządu w zakresie zagadnień ekonomicznych, Dr. Kazimierz Studentowicz, który redagował tajne czasopismo „Narodowiec”, a później „Reformę”, oraz współpracował z Delegaturą Rządu w zakresie gospodarczego planowania, Adw. Stanisław Rowecki /brat „Grota”/, Marian Grzejdziak, Krawczunas-Wizerowa Wanda, Henryk Linke, Henryk Matrybiński i może wielu innych, o których nie mam wiadomości. Cały Bank Gospodarstwa Krajowego tętnił w czasie okupacji niemieckiej życiem konspiracyjnym mimo, iż niewykluczona była możliwość dokonania w każdej chwili przez Niemców rewizji biurek i kas pancernych. Tak – zdawaliśmy sobie dokładnie sprawę z tego, że w każdej chwili mogła nastąpić taka kontrola i nieunikniona śmierć każdego z nas. Władze niemieckie B.G.K., mając podejrzenie, że na terenie banku krążą tajne ulotki, wydały w 1943 r. zarządzenie nakazujące zacieśnienie kontroli nad klientami banku, jak również zaostrzenie nadzoru nad pracownikami przez ich bezpośrednich kierowników. Zarządzenie to ani przez chwilę nie osłabiło pracy podziemnej na terenie banku i mimo, iż na kierownikach Wydziałów ciążyła duża odpowiedzialność i presja władz niemieckich, dzielna ich postawa zapobiegała jakiejkolwiek wpadce. Wzmożono czujność i ostrożność w działaniu prasy podziemnej, nie wykluczając nawet ostrego sposobu reagowania w stosunku do osób, które swoja tchórzliwą postawą mogły budzić obawę załamania się w krytycznym momencie. Pamiętam, jak w mojej obecności na klatce schodowej banku Z. Federowicz zwymyślał jednego z pracowników banku za jego tchórzliwą postawę i wścibskość. (…) Pracownicy banku, pełniący swoje funkcje w konspiracji, nie zaniedbywali swoich urzędniczych obowiązków. Można śmiało powiedzieć, że prowadzili oni podwójne życie. Nikt nawet z ich najbliższego otoczenia nie wiedział, że na terenie banku istniała pewnego rodzaju baza operacyjna. (…) Praca ludzi w życiu konspiracyjnym była jak piękne i świeże kwiaty, którymi obywatele ubierali codziennie ołtarz Rzeczypospolitej (…)

W roku 1940, członkowie Komendy Głównej Armii Krajowej,: kpt. Zenon Federowicz i kpt. Janusz Piechocki weszli w kontakt z kilkoma pracownikami Wydziału Kredytów Budowlanych B.G.K., a mianowicie: Dr. Franciszkiem Cikowskim, Wojciechem Lewandowskim i Stanisławą Popławską, a w początku 1941 r. został zorganizowany w tym Wydziale skarbiec Armii Krajowej. W tym celu została opróżniona z akt jedna z kas pancernych i oddana do dyspozycji kpt. Z. Federowicza. Odtąd Z. Federowicz i J. Piechocki byli naszymi stałymi gośćmi. Miły „Pan Zenon” był niezmordowanym i odważnym żołnierzem A.K. Pomagali mu w tej trudnej i niebezpiecznej pracy: Stanisława Popławska i Jerzy Zapasiewicz, pracownicy Wydziału Kredytów Budowlanych B.G.K. Stanisława Popławska prowadziła ewidencję przychodów i rozchodów gotówki przez cały okres niemieckiej okupacji. Przychód gotówki pochodził w większości części ze zrzutów powietrznych polskich samolotów, które przylatywały z Anglii dwa razy w miesiącu, zrzucając każdorazowo broń i kilkanaście tysięcy dolarów Stanów Zjednoczonych Ameryki. (…)

Latem 1942 r. Mgr. Wincenty Bryja /PS. „Górski”/ zwrócił się do mnie, abym wziął udział w pracach Wydziału Planowania Gospodarczego przy Delegaturze Rządu. Chodziło o umieszczenie w perspektywicznym planie gospodarczym zagadnienia sposobu uwłaszczenia pracy w sektorze spółdzielczym. (…) Projekt takiego sposobu uwłaszczenia pracy był pod koniec 1942 r. przedłożony na piśmie Prof. Edwardowi Lipińskiemu (prezes BGK w latach 1946-1948 – przyp. MW) przez J. Wojtynę – do zaopiniowania. Po kilku dniach J. Wojtyna zawiadomił mnie, że Prof. E. Lipiński ustosunkował się pozywanie do tego projektu. (…) W połowie roku 1943 Mgr. Wincenty Bryja – ówczesny Główny Skarbnik Delegatury rządu – zwrócił się do mnie z propozycją objęcia i prowadzenia finansów na odcinku Kierownictwa Walki Cywilnej przy Delegaturze Rządu. Ucieszyłem się tym wyróżnieniem i objąwszy tę funkcję, pełniłem ją aż do wybuchu Powstania. Przed faktycznym objęciem tych moich nowych obowiązków w pracy podziemnej Mgr. Wincenty Bryja przedstawił mnie Kierownikowi K.W.C. „Zielińskiemu” /Adw. S. Korbońskiemu/, a w późniejszym terminie Zastępcy Kierownika K.W.C. „Krajewskiemu” /Prof. U.W. Marianowi Gieysztorowi/ w lokalu K.W.C.. przy ul. Nowy Świat 68. (…)

Moje prowadzenie finansowego kierownictwa w K.W.C. polegało na prowadzeni księgowej ewidencji gotówki, otrzymywanej od Głównego Skarbnika Delegatury Rządu na podstawie mego zapotrzebowania na wypłatę: 1/dotacji dla poszczególnych organizacji, wchodzących w skład Delegatury Rządu/SS. – Szare Szeregi, P.P.S., S.O.S., i inne. 2/poborów miesięcznych dla stale zatrudnionych osób w KWC. 3/potrzebnych sum na pokrycie wydatków związanych z dokonywaniem egzekucji na osobach współpracujących z Niemcami, które otrzymały wyroki śmierci, oraz na pokrycie kosztów remontu i przeprowadzek urządzeń radiostacji „Kraj” (radiostacja Kierownictwa Walki Cywilnej).(…)

(…) Gotówkę przechowywałem w jednej z pancernych kas Wydziału Kredytów Budowlanych B.G.K., zaś prowadzone przeze mnie ksiązki i dokumenty kasowe przechowywałem w skrytce na strychu mojego domu przy ul. Racławickiej Nr. 96. (…) Do mojej dyspozycji miałem dwie łączniczki. Jedna z nich „Marychna” /M. Grajkowska/, przynosiła gotówkę i ważniejsza korespondencję. Drugiej nazwiska ani pseudonimu nie pamiętam. Obydwie były odważne i wielce oddane sprawie podziemnej walki z okupantem (…)

1944-1945

„Na kilka dni przed Powstaniem otrzymałem przez łączniczkę pisemne polecenie przeniesienia gotówki, książek i dokumentów kasowych do lokalu przy ul. Nowy Swiat Nr. 69 na I p. /wejście od podwórza/, gdzie była wykonana nowa skrytka w podłodze. Chodziło prawdopodobnie o to, aby na wypadek braku łączności miedzy nami podczas Powstania, K.W.C. miało do swojej dyspozycji książki i dokumenty kasowe, oraz niewielką ilość gotówki powstałej z niepodjętej jeszcze dotacji miesięcznej przez jedną z finansowanych organizacji. Polecenie to zostało przeze mnie wykonane w przeddzień Powstania w obecności łączniczki, od której otrzymałem pisemne polecenie w tej sprawie i ona pokwitowała mi odbiór gotówki oraz dokumentów. (…) W dniu 28 lipca 1944 r. syn mój opuścił dom. Po pożegnaniu się ze mną wpadł w objęcia swej matki i za chwilę wyruszył wraz z innymi kolegami na pozycje żoliborskie. (…) Po kilku godzinach pobytu w mym domu pożegnałem żonę i udałem się do mego kolegi na ul. Madalińskiego. Tam zastałem, pełniącą już służbę, kilkuosobową placówkę Armii Krajowej z białoczerwonymi opaskami na rękach. Mlodzi żołnierze ulokowali się w mieszkaniu mego kolegi. Sadziłem, że nazajutrz będę mógł bez przeszkód przedostać się do Śródmieścia. Tymczasem placówka ta tego samego dnia wycofała się na ul. Szustra róg Al. Niepodległości. (…) Zostaliśmy odcięci od terenu obsadzonego przez Armię Krajową. (…) Dnia 29 września Niemcy zaatakowali pozycje powstańcze od ul. Różanej. Po krótkiej walce powstańcy wycofali się z ul. Szustra na dalsze pozycje. Niemieccy żołnierze poczęli wzywać ludność cywilną, aby wychodziła z domów, po czym cała gromada kobiet, mężczyzn i dzieci została ustawiona w  kolumnę. (…) Po kilku godzinach przyjechaliśmy do obozu przejściowego w Pruszkowie. (…) Na drugi dzień z ręką na temblaki opuściłem obóz, aby za kilka dni zawitać do Krakowa. (…) Na wyjazd w okolice podgórskie namówiłem Prof. M. Gieysztora, oraz mojego kolegę Alfreda Tartyłłę. (…) Nieco później i ja wyjechałem do Czarnego Dunajca wraz z Prof. M. Gieysztorami. (…) W połowie stycznia 1945 r. obserwowaliśmy odwrót niemieckich żołnierzy, którzy, zziębnięci i głodni, uciekali przez kilka dni i nocy do Czechosłowacji, a za nimi krok  w krok postępowali Rosjanie. Gdyśmy się w marcu dowiedzieli, że niemieckie wojska opuściły Warszawę, postanowiliśmy wrócić jak najprędzej do swojego domu” (…)

1945-1949

„W pierwszych dniach kwietnia zgłosiłem się do pracy w Banku Gospodarstwa Krajowego, gdzie - oprócz pracy zawodowej – czekała na mnie praca społeczna, o której już wspominałem na wstępie. Tworzyły się Rady Zakładowe. Wkrótce zostałem wybrany przewodniczącym miejscowej Rady Zakładowej. Pomagali mi bardzo wydatnie w tej pracy: Adw. Wilhelm Kwieciński, który wspaniale zorganizował akcję wczasów pracowniczych w Gdyni-Orłowie, Matejkowicach na Dolnym Śląsku i Zakopanem, gdzie Bank Gospodarstwa Krajowego miał swoje domy wypoczynkowe, oraz Maria Perkowska, która pełniła funkcje sekretarki, oprócz normalnej pracy w banku i prowadzonej akcji pomocy dla sierot po zmarłych lub zaginionych kolegach bankowych. Jakkolwiek i inni członkowie Rady Zakładowej również pracowali wydatnie, to jednak muszę zaznaczyć, że wymienione osoby pracowały ponad przeciętność.

Na terenie B.G.K. doprowadziliśmy do koordynacji prac wszystkich Rad Zakładowych i Oddziałów Związku Zawodowego przez utworzenie Komisji Porozumiewawczej, której przewodniczyłem. Ta koordynacja była konieczna dla usprawnienia obrony wspólnych interesów, dotyczących regulacji płac, przydziałów produktów żywnościowych, materiałów odzieżowych, pomocy leczniczej i obrony praw emerytalnych.

Po pewnym czasie odbył się Walny Zjazd Delegatów Związku Zawodowego Pracowników Bankowych, Kas Oszczędności i Ubezpieczeniowych, na którym zostały wybrane nowe władze. Prezesem tego Związku został wybrany Adw. Marian Sokołowski /BGK/, zaś na jego zastępców wybrano: Dr. Franciszka Cikowskiego /BGK/ i Czesława Grajkowskiego /PZU/, a na sekretarza Romana Jabłonowskiego. (…) Mnie powierzono prowadzenie spraw ekonomicznych Związku, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnienia wynagrodzeń za pracę. (…) na jednym z zebrań Zarządu zjawił się przedstawiciel Centralnej Rady Związków Zawodowych /Wroński/, który przysłuchiwał się naszym przemówieniom oraz dyskusji. (…) Będąc przy głosie (…) poruszyłem następnie sprawę cen artykułów codziennego użytku, oraz wysokość wynagrodzenia za pracę, które według mojego obliczenia, wynosiło zaledwie 12% przedwojennego, przeciętnego wynagrodzenia, obowiązującego w państwowych instytucjach finansowych. (…) W tym trudnym okresie czyniliśmy usilne starania o poprawę naszego bytu. (…) W związku z naszymi staraniami władze Banku Gospodarstwa Krajowego, Państwowego Banku Rolnego i Pocztowej Kasy Oszczędności przesłały w dniu 11 kwietnia 1946 r. do Ministerstwa Skarbu wspólny memoriał o złym stanie zdrowia pracowników i ich rodzin w związku z niedostatecznymi zarobkami niepozwalającymi im na uzupełnienie braków odzieżowych, opałowych i wyżywienia. Władze wymienionych banków podkreśliły również duży z tego powodu odpływ kwalifikowanych i zdolnych pracowników, oraz związaną z tym koniecznością uzupełnienia personelu osobami niewykwalifikowanymi, co może doprowadzić do trudnych następstw w funkcjonowaniu aparatu bankowego. (…) Staliśmy na stanowisku, że poziom moralny i kulturalny może się należycie rozwijać w społeczeństwie pozbawionym trosk o codzienne poszukiwanie i zdobywanie licznego rodzaju artykułów pierwszej potrzeby, a zwłaszcza artykułów spożywczych. W tym celu założyliśmy Spółdzielnię Gospodarczą, która mając swoje sklepy na terenie poszczególnych banków, lub osiedlach mieszkaniowych, zaopatrywała w artykuły spożywcze pracowników bankowych i ubezpieczeniowych.(…) Mimo naszych dobrych intencji, mieliśmy wiele trudności ze strony Ministerstwa Skarbu i naczelnych władz Narodowego Banku Polskiego, które niechętnie patrzyły na nasze liczne zabiegi o poprawę zarobków pracowniczych w miarę poprawiania się sytuacji gospodarczej kraju. To też z początkiem 1948 r. na Walnym Zjeździe Delegatów Związku, naczelne władze Narodowego Banku Polskiego /Edward Drożniak i Jan Wojnar/ nie szczędziły swoich trudów w braniu czynnego udziału w przedwyborczych rozmowach z poszczególnymi delegatami w sprawie ustalenia nazwisk kandydatów do naczelnych władz Związku. Tak dokonano wyboru nowych władz Związku, który wkrótce utonął w olbrzymim Związku Zawodowym Pracowników Finansowych R.P. 

Po utworzeniu Banku Inwestycyjnego, którego naczelnym dyrektorem został mianowany Jan Wojnar z N.B.P., otrzymałem kierownictwo Działu Inwestycji Budowlanych w Głównym Oddziale tego banku. Niedługo jednak miałem pełnić tę funkcję. Z końcem października 1949 r. zostałem zwolniony z pracy w banku wraz z innymi starszymi pracownikami Banku Gospodarstwa Krajowego, wśród których był również były dyrektor tego banku Dr. Kazimierz Matuszecki. Zostaliśmy zwolnieni z pracy bez zaopatrzenia emerytalnego, mimo iż w myśl obowiązujących jeszcze przepisów statutu Funduszu Emerytalnego Pracowników Banku Gospodarstwa Krajowego, przysługiwało nam prawo do emerytury. Nikt z nas nie dochodził sądownie naszych słusznych pretensji z tego tytułu”.